GOLDEN SLUMBERS. BLOG MUZYCZNO - FILMOWY NA CZASY KRYZYSU.

Żyjemy w czasach, w których Czesia z "Klanu" pisze książkę o tym jak stać się sławną, a idiota wspinający się po piorunochronie jest postacią kultową. Dlatego tak bardzo potrzebne są w Polsce prawdziwe autorytety. A blog "Golden Slumbers" to prawda 24 razy na akapit.

21 mar 2010

BULLSHIT CORNER #1: UCZ(Y)MY SIĘ OD NAJLEPSZYCH!


Filmy i piosenki mają przynajmniej jeden wspólny element z pracami magisterskimi. Mogą być odtwórcze. Jednak tak jak w przypadku magisterki, za każdym razem ta odtwórczość musi być wyraźnie zaznaczona. Studenci swoimi inspiracjami chwalą się (albo i nie) w przypisach. Filmowcy gadają, że, dajmy na to - w scenie z "Commando", w której Arnie odsyła na łono Abrahama setki duszyczek inspirowali się bezpośrednio "Siódmą pieczęcią". Muzycy Radiohead w "Kid A" czerpali to co najlepsze od Pendereckiego, Autechre, Can, Charlesa Mingusa i innych, którzy w momencie wywiadu przyszli na myśl Yorke'owi i spełniali warunek bycia wystarczająco "sophisticated". To skrajne przypadki. Czasami jednak twórcy idą na łatwiznę i zżynają w sposób bezczelny. Na dwa sposoby. Pierwszy jest legalny - filmowcy metkują swoje dzieła jako remake'i, a muzycy nazywają je coverami. Drugi to już działalność na pograniczu kryminału, w którym pojawia się mityczny termin "ochrony praw autorskich".

Jednak koniec końców, żyjemy (podobno) w czasach kiedy wszystko już wymyślono. Artyści bawią się w postmodernistyczne gierki - filmowcy trawestują, a muzycy samplują na potęgę. Może zrezygnujmy więc z oficjalnych "przypisów". Kto będzie chciał poznać korzenie i tak to zrobi. Kto nie, ten dalej będzie żył w przekonaniu, że nielinearną narrację po raz pierwszy zastosował Tarantino. Poza tym czasami artyści wpadają na podobne pomysły naprawdę przypadkowo. Niekiedy zaś potrafią dość umiejętnie zatuszować swoją "ściągawkę". Przyjrzymy się tutaj czterem polskim przykładom, jak w fajny sposób można ukryć pewne inspiracje (z jednej i drugiej strony). Znalezione przeze mnie przypadkowo. Ostrzegam, że czasem trudno za pierwszym razem dosłyszeć podobieństwo. Ale jeśli dobrze wytężycie słuch to usłyszycie ...

1) że największy boysband w historii polskiej muzyki rozrywkowej odrobił lekcję z żelaznej klasyki; co więcej, chłopcy nie wzorują się na kimś ot tak po prostu dobrym; oni wzorują się po prostu na najlepszych w historii:



a teraz wyraźnie wsłuchajcie się we fragment od mniej więcej 0:54 do 1:00, w tym wielkim hicie



dla mnie to ta sama melodia co na początku piosenki Beatlesów, tylko przyspieszona i wyplumkana na syntezatorku. Wiem, możecie posądzić mnie o to, że słoń nadepnął mnie na ucho, ale słowo - it works (mój wspólnik też to wyczaił). W sumie to czuję się trochę niezręcznie, eksponując tutaj ten fakt. Marcin Miller to klawy chłop z Mazur, dlatego nie chciałbym żeby na bloga zajrzała Yoko Ono i zaczęła ubiegać się o tantiemy ...

2) posłuchajmy sobie teraz dla odmiany trochę bardziej "kwaśnego" boysbandu z pierwiastkiem kobiecym



a teraz bandu najsłynniejszego śpiewającego przedstawiciela służby zdrowia w Polsce



nie przypominam sobie, aby Kuba Sienkiewicz napomknął kiedyś, że inspirował się TVU, wszak podobieństwo zadziwiające. Jednak w tym wypadku można mu wybaczyć. Elektryczne Gitary to był naprawdę fajny, jajcarski zespół. A ten cover (?) to zwyczajnie dobry kawałek. Dodatkowo duże brawa za świetne dobranie refrenu, który fonetycznie brzmi prawie jak oryginał!

3) i zmieniamy strony; o ile Boysi i Elektryczni podkradali jaja dinozaurów, to Big Cyc przewidział co będzie hajpowane za parę lat; pod spodem moi ukochani Kanadyjczycy z Arcade Fire (wsłuchajcie się między 3:52 - 4:05)



a teraz oceńcie, czy facet to rzeczywiście świnia i czy czasem melodia tego faceta nie posłużyła za kanwę dla piosenki kanadyjskiego zespołu ;-)



4) na koniec kolejny przykład z cyklu - "Polacy nie gęsi i swoją muzę mają"; Panie i Panowie - koronny dowód na to, że to nie Elvis putnął śmieci tu de hasiok; najpierw oddajemy głos Pogodno



a teraz bezczelnemu plagiatorowi (od 0:21 do 0:40 chociażby). Shame on you Mr. Beck! ;-)



Wnioski. Jeśli zżynamy - to od najlepszych. Jeśli uczymy - to też tylko najlepszych.

P.S. Rzecz jasna wpis ma charakter humorystyczny i jest bardziej teorią spiskową niż rzetelnym wywodem. W końcu światem i tak rządzi przypadek ...

Arek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz